Poźną nocą
lub
wczesnym ranem
sam nie wiem
nazwać nie umiem
Przechodzę powoli
do krainy zapomnienia
zasnąć jednak nie mogę
myślę o Tobie
Księżyc, gwiazdy
i zdjęcia na ścianie
przypominają o Tej
którą kocham
i ona kocha mnie bardzo
wszystko szepcze Twe
imię
Zamykam oczy
i już nie tęsknię
aż nagle wtedy
Ty się pojawiłaś
w starym otoczeniu
lecz w nowej sukience
z nowych kwiatów różowych
bukietem
z innym złotym
zaręczynowym
pierścieniem
z innym imnieniem na ustach
z innym facetem przy boku
i z innymi planami
które mnie już nie obejmują
Teraz wolisz róże i pomarańcze
nie lubisz czekolady ani zieleni
wolisz fiolety i wanilie
nie lubisz już jaśminu
i z odrazą patrzysz na gruszki
które dały nam tyle radości
Twój nowy wynosi już kartony
żegnaj
miło było cię poznać
wszystko się ułoży
zapomnisz
Nigdy! zawsze myślami będę blisko
Ty już nie pamiętasz
miło
ostatnie podanie ręki
spojrzenie i zmknięcie drzwi
Kolejne łzy wylane
Płaczę bo byłem głupi
zaufałem Tobie i sercu swemu
Rano
Skowronek
też nie wiedział
czy ta zdrada
już nastała
Takie me lęki
targają mą duszą
od kiedy tylko
związałem się z Tobą
dlaczego
bo strasznie się boję bliskości pustego mieszkania
i braku osoby takiej jak Ty!
Wierszyk dodał(a): admin
| |
|
Ona-słońce
On-deszcz
Pasowali do siebie
idealnie.
Przecież przeciwieństwa się
przyciągają.
Lecz kiedy ich usta
połączyły się
Coś błysnęło...
Zazdrosny piorun
uderzył,
zniszczył ich.
Słońce już nigdy
nie zaświeciło
Deszcz- nie zapadał
Wszędzie panował
mrok.
Wierszyk dodał(a): admin
| |
|
Przy nabrzeżu szepcą
żurawie portowe.
O czym piszczą, skrzypią...
Kto zna dźwigów mowę?
Że statki, jak one
z żelaza spawane
Tańcząc z morzem- sztormem
są poniewierane.
Mgłą słoną rdzą kwitną
tropikiem starzeją...
Kiwają się krany
do siebie się śmieją:
Po cóż rejs bez frachtu?
Że one ważniejsze...
Gdy statki ze świata
one są tutejsze!
Aż kiedyś, po latach
zetkną się pospołu
przy hutniczym piecu.
Jako wsad ze złomu.
Wierszyk dodał(a): admin
| |
|
A ja zamknięta jestem
w perłach i diamentach.
A gdy już ze mnie zrobicie,
sznur pereł zgrabny,
ja lampami samochodów
nad ranem zabłysnę.
Oryginalna.
Dopracowana w najmniejszych elementach.
Wierszyk dodał(a): admin
| |
|
Gniew i szaleńczy pomyślunek
To ostatni mojego serca ratunek
Bo jednego zaloty
Spowodują ci ogromne kłopoty
Widziałem jak na niego ona spogląda
Jak on w jej oczy z uśmiechem zagląda
Jak mówią do siebie długo i często
A w mojej głowie od krwi aż za gęsto
Którym on okiem
Oko ci puszczał
Oczyma swymi
Jego oczu nie do końca ujrzałem
Twoje odpuszczone oko wciąż
W myślach oczyma opłakuje
A czy to ważne którym on to zrobił okiem?
Wydłubie mu oboje
Może i nazwiecie mnie szalonym
Czy zwyczajnie miłością niezadowolonym
Ja nie będę jadł, spał tylko oddychał
Póki on w męczarniach nie będzie zdychał
Pytasz się skąd w mym sercu tak mało litości
Bo ono zostało zmiażdżone o połamane kości
Których rany się nie leczą, rzadko się zabliźniają
Dlatego moje czyny kwaśny posmak mają
Dotknął cię dłonią
Dłonią celował po włosach
W cel trafiła dłoń jego
A moja dłoń w pięść się zacisnęła
Kiedy jego dłoń o twarz twą zawadziła
A następnie zjechał dłonią na szyję
W dłoń chwyciłem nóż
Przepiękne narzędzie zbrodni
Nigdy więcej nie usłyszę tego imienia
I nigdy więcej nie ujrzę tych ust
Gdyż organy moje w pełni z kamienia
Z uśmiechem pociągną za lodowaty spust
Teraz tylko siedzę bez koszuli
Zadowolony jak nigdy
I zastanawiam się co z tym nożem
W którą część jego ciała mam wbić
Wierszyk dodał(a): admin
| |
|
Żal mi, Pani, Twoich skrzypiec,
rozstrzelanych przez tango w rozkwicie.
Pewnam, że dobrze się Pani powodzi,
kąpiąc się co dzień w krwi i dynamicie.
- Stolica oko przymyka na takie wybryki.
- Bo czyż ona w takich nieobyta?
- Widzisz, Pani, te nieboszczyki?
- Czy one świeże?
- Nie! Dam się o wiek nie pyta!
Dzisiaj mężczyźni odrzuceni się zebrali
Ja wśród nich, aż garnitur przywidziałam!
O dziwo, wszyscy tam poezję deklamowali -
Piękne słowa! Nigdy takich nie słyszałam.
Tako rzeczą mi, że usta najpiękniejsze
- choć żadnymi nie gardzę!
są karminowe.
Te lubimy najbardziej.
Wierszyk dodał(a): admin
| |
|
Kto mi nie zrobi
kasztana na słodko
tego nie nazwę
bierną idiotką
każda nowa myśl wylewa
trochę ze mnie krochmalu
trochę sprzeczek przesadzonych
takie igły z widły
dusza gra wtomigraj
mijam okna w schodach
daj inteligentną głowę
co nieba sięga
i w chumrzyska dmie
daj a będę kasztanem
z wierzby urwanym
wykolejonym z torów
codziennego masochizmu
Wierszyk dodał(a): admin
| |
|
Ona :
Pusta panna nienawiści
Dama z uśmiechem hańby
A szaty jej
marnym wrażeniem
uniesienia przydziane
zdeptanym zaufaniem
stale nabywanym
zawistnym spojrzeniem
fałszerzy
i ich niezliczeniem
brakiem lojalności
bez nici godności.
Pusta panna nienawiści
Dama z uśmiechem hańby.
Ona:
Kłamliwa, zuchwała, bezwstydna
Zazdrość.
Wierszyk dodał(a): admin
| |
|
Fartuszek w ciapki
a może w kotki
albo w stokrotki
czterdzieści trzy
łaskotki
psyńdzie nie psyńdzie
a ty mi się spij
tą wyliczanką
skakanką
do jutra
śnij
Wierszyk dodał(a): admin
| |
|
Brzmię oklaskami
odgłosem wystrzeliwanych
korków od szampana
cały już wyglądam
jak owacje na stojąco
krzykliwie opalam się
w świetle reflektorów
moje tętno wynosi
średnio czterdzieści
uścisków dłoni na minutę
ochów i achów tyle samo
gratulacji
a zazdrość wciąż straszy
ponurą ludzką mordą
zamieszkuje oczodoły
jamy ustne i odbyty
wie że na zdjęciach
czarno-białych nie widać
protez kończyn pryszczy
i pożółkłych zębów
Wierszyk dodał(a): admin
| |
|